Pożary w dawnym Mikstacie


Dzieje walki z pożarami mają w Mikstacie długą historię. Pierwszy pożar strawił całe prawie miasto już w 1391 r., a więc zaledwie 30 lat po lokacji. Zresztą miasto wówczas było niezbyt szczęśliwie położone w bezpośrednim sąsiedztwie przepływającego strumienia. Więc częstym utrapieniem mieszkańców były wiosenne i jesienne podtopienia (stąd nazwa Topiołki). Gdy więc pożar zniszczył całą prawie zabudowę, postanowiono przenieść miasto na sąsiednie wzniesienie zwane dziś Górą Piłota. A ponieważ nie istniał jeszcze system ubezpieczeń od ognia, to książę Władysław Opolczyk w przywileju zezwalającym na przeniesienie miasta w nowe miejsce, ustalił jako formę odszkodowania – regale solne. Było to książęce zezwolenie dla mikstackich mieszczan na wyłączność handlu solą, nie tylko w mieście ale i w promieniu kilku mil od miasta.

Przeniesienie miasta na wzgórze chroniło niewątpliwie przed podtopieniami, lecz nie zabezpieczało przed pożarem. Stwierdzić nawet można, że zwiększyło się ryzyko pożaru w wyniku wyładowań w czasie burz, a nie było jeszcze instalacji odgromowych. Niemniej już w 1478 r. kolejny pożar nawiedza Mikstat. Skala zniszczeń była znów tak wielka, że miasto odbudowano w nowym miejscu w którym znajduje się do dziś. Choć ówczesne prawo nie regulowało spraw ochrony przeciwpożarowej, to zwyczajowo w akcjach gaśniczych uczestniczyć musieli wszyscy mieszkańcy.  Jedyną regulację w 1528 r. wprowadził król Zygmunt Stary, oddając sprawców podpaleń w Mikstacie pod jurysdykcję sądu miejskiego. Pierwsze przepisy przeciwpożarowe datowane są na 1594 r. i dotyczą stosowania zabezpieczeń przy produkcji piwa i wódki. A zabezpieczenie takie było konieczne, bo fabrykacja trunków wymagała podgrzewania surowców, więc odbywała się w warunkach zagrożenia pożarowego. Tak w oryginale brzmiał zapis statutu cechu piwowarów mikstackich zatwierdzony przez Radę Miejską i króla Zygmunta III Wazę: „Item, Ognia tak maią pilno strzedz w Mielcuchach, w Browarach, żeby żaden ani spać śmiał przy Ogniu, ani się śmiał upiiać nie zagasiwszy ognia statecznie i opatrznie; a gdyby się tego dopuścił przepada winy do Cechu: beczkę piwa”. Jeszcze w 1773 r. w Mikstacie było aż 20 browarników „którzy piwo warzyli, gorzałkę palili i chleb wypiekali”. Produkcja piwa i gorzałki, choć była istotnym to nie jedynym elementem zagrożenia pożarowego. Przede wszystkim zwarta, drewniana zabudowa, dachy kryte najczęściej słomą, paleniska i kominy dalekie od doskonałości, a nadto używanie otwartego ognia choćby do oświetlenia. W domach nie było zapalniczek, więc charakterystycznym zjawiskiem było poranne, gorączkowe bieganie do sąsiadów w poszukiwaniu ognia. Następnie zarzewie na talerzu lub w rękach przenoszono do własnego domu, by rozpalić w piecu. Świadomość wielkiego zagrożenia pożarowego przyczyniła się do zakupu przez władze miejskie sprzętu ogniowego. W 1794 r. miasto dysponowało 3 sikawkami drewnianymi oraz 10 bosakami. Ponadto było 15 studni publicznych i 24 studnie prywatne. System zabezpieczenia pożarowego uzupełniały drabiny dachowe, w które wyposażone były wszystkie budynki mieszkalne. Ważnym elementem tego systemu było zatrudnienie strażnika miejskiego, którego zadaniem było m.in. czuwanie by pożar nie zaskoczył mieszkańców podczas snu. Najstarszym znanym strażnikiem z okresu jeszcze I Rzeczypospolitej był Szymon Semberecki. Na jego utrzymanie mikstacki magistrat przeznaczał rocznie 9 talarów. Ponadto otrzymywał liberię i parę butów z cholewkami.

Przejście miasta pod zabór pruski spowodowało pewne zmiany w zakresie ochrony przeciwpożarowej. Przede wszystkim w 1803 r. wprowadzono obowiązkowe ubezpieczenie budynków od ognia. Ponadto weszły w życie rozporządzenia „względem zapobieżenia pożarom ogniowym i baczności na podpalaczy” oraz „Regulamin ogniowy dla Departamentu Poznańskiego”. W Mikstacie zaczęła działać obowiązkowa (przymusowa) straż pożarna. Należeli do niej wszyscy mężczyźni w wieku 17 – 60 lat (później 18-55 lat).

Ostatni pożar wielkiej skali przeżyli mikstaczanie w sobotnią noc 8 czerwca 1822 r. Słowo „przeżyli” jest tu na miejscu, bo mimo że pożar pochłonął 60 budynków, to w księgach metrykalnych odnotowano tego dnia tylko jeden zgon 40 letniej Zofii Stasierskiej, która „spaliła się”. Lecz tej tragicznej nocy, jak pisała Gazeta Wielkiego Księstwa Poznańskiego z dymem poszedł dobytek 100 rodzin. Miasto w swej zwartej zabudowie przestało istnieć. Ocalał tylko jeden budynek w rynku. Bezpowrotnie z krajobrazu miasta zniknął XVIII wieczny ratusz, grzebiąc w zgliszczach dokumenty kancelarii miejskiej w tym oryginały przywilejów królewskich. Strefa ocalałych budynków zaczynała się od linii kościoła farnego i probostwa. Miasto w swej zasadniczej części przestało istnieć. Mimo niewyobrażalnej skali zniszczeń podjęto trud odbudowy. Opracowano nowy plan przestrzenny poszerzając ulice i obszar rynku. Zmieniono też przebieg niektórych ulic (przykładowo ulica Kaliska krzyżowała się przed pożarem z ulicą Grabowską w miejscu gdzie dziś stoi budynek banku). Na potrzeby nowego układu komunikacyjnego parafia odstąpiła miastu część starego cmentarza przy kościele farnym. Ważną okolicznością sprzyjającą odbudowie była wypłata odszkodowań z ubezpieczenia. Przykładowo, za spalony dom organisty magistrat otrzymał 25 talarów odszkodowania. Zarządzono też zbiórki publiczne. W Dzienniku Urzędowym Królewskiej Regencji w Poznaniu opublikowano zarządzenie „względem zbierania ofiar po wszystkich kościołach katolickich Wielkiego Xięstwa Poznańskiego na dobudowanie katolickiego domu szkolnego w Mixstadzie uszkodzonego znacznie pożarem ognia w roku 1822”. Dodać można, że budynek szkoły wzniesiono przy nowo wytyczonej ulicy Kaliskiej w 1830 r., gdzie stoi do dziś. Odbudowujące się miasto widział F.Chopin, który w 1827 i 1829 r. przebywał w Mikstacie i okolicy. Był to ostatni, jak wspomniano pożar obejmujący całe prawie miasto. Z biegiem lat domy drewniane zastąpiono murowanymi, dachy słomiane ustąpiły miejsca gontowym, a te wyparte zostały przez ceramiczne. Oprócz zmiany układu przestrzennego miasta pozostała po tym pożarze jeszcze jedna pamiątka. Jest nią kult św. Agaty. Wierzono bowiem, że ogień od pioruna ugasić można tylko solą św. Agaty i to poświęconą w dniu jej święta. Dlatego krótko po pożarze ufundowano w mikstackiej farze ołtarz św. Agaty i ustanowiono odpust. I co ciekawe, z biegiem lat św. Agata wyeliminowała z kalendarza mikstackich odpustów takich patronów, jak św. Jadwiga i Matka Boska. Kult ten podtrzymują w Mikstacie do dziś wierząc, że „Chleb i sól św. Agaty od ognia strzeże chaty”. Faktem jest, że w historii miasta nie było już więcej pożarów o takiej skali zniszczenia. Do końca okresu zaborów system zabezpieczenia pożarowego nie uległ zmianie. Magistrat zatrudniał strażnika miejskiego, a ten w przypadku zagrożenia powiadamiał dyżurujących członków obowiązkowej straży pożarnej. W 1867 r. w sąsiednim Ostrzeszowie, a w 1912 r. również w Grabowie utworzono ochotnicze straże pożarne. W Mikstacie taka straż powstała dopiero w wolnej Polsce w 1929 r. Ale to już inna historia.

 

       Henryk Zieliński w kwietniu 2014 r.

                                                                                                 Wspinalnia strażacka w Mikstacie

  • Facebook
  • RSS